Okres okołoświąteczny - trwa od połowy listopada. Im bliżej Świąt tym więcej się dzieje.
Datki na schronisko, ubrania dla ubogich, herbata dla bezdomnych, choinka za śmieci, kup kalendarz-ratuj życie, charytatywne licytacje, transakcje, akcje i reakcje. Uśpiona potrzeba dzielenia się z innymi budzi się i puka do serc i głów, każe pomagać, angażować się, działać.
Pośród zalewu dobroczynnych aktów - także te harcerskie.
Muszę przyznać, że jestem zachwycona tą sytuacją. Że chociaż raz w roku (no dobra, dwa, bo jest jeszcze WOŚP, walczy dzielnie, chociaż fala hejtu ściska go jak może) nam się przypomina.
Może to przypadek ale wokół mnie w tym roku wyjątkowo dużo tych pozytywnych działań. Moje drużyny zebrały ubrania i produkty dla ubogiej rodziny (wciągając w akcję całą szkołę). Na fejsie drużyny hufca i znajomych mi środowisk ogłaszały swoje pomysłowe akcje, a teraz rzucają mi się w oczy zdjęcia które potwierdzają owe działania. Brawo dla wszystkich drużynowych, którzy zadbali o kształtowanie postawy wrażliwości na potrzeby innych ludzi, o rozprzestrzenianie braterstwa i zaszczepienie w harcerzach potrzeby pomagania innym. Dobry wizerunek? Zgoda, ale przecież nie chodzi tu o wizerunek. Brawo dla całego łańcuszka związanego z Betlejemskim Światłem Pokoju. To jest genialna akcja, ktoś powinien zrobić dobry, romantyczny film wykorzystując ten motyw.
Cieszę się, że wokół mnie jest tylu świadomych instruktorów, którzy listopadowe i grudniowe zbiórki poświęcili na działanie. Szukanie karteczek na korytarzu szkoły może poczekać.
Chciałabym tylko podkreślić, że koniec roku nie jest jedynym właściwym momentem na takie przedsięwzięcia. Jest łatwiej, bo można się "podczepić" pod jakąś akcję, poza tym ludzie chętniej pomagają. Spróbujmy jednak znaleźć natchnienie w codziennych, lokalnych potrzebach - dzielnicy, szkoły, sąsiedztwa, może nawet wewnątrz drużyny jest ktoś, komu można pomóc, albo ktoś, kto zajmuje się takim pomaganiem w ciągu roku i mógłby "zarazić" drużynę. Mój apel jest taki, by sezon na pomaganie rozpocząć dzisiaj i zakończyć za 365 dni, a za rok zacząć kolejny.
wtorek, 22 grudnia 2015
piątek, 20 listopada 2015
Niezwykłe dzieci z telewizji
Wiesz co ostatnio widziałam w internecie?! Nie uwierzysz, jak ten dzieciak umie śpiewać / tańczyć / grać / mówić / ... !
O rany, zobacz na to dziecko w telewizji! Prawdziwy talent! Niesamowite, skąd się biorą takie dzieci?
Staram się być uprzejma. Dlatego, kiedy ktoś pokazuje mi, z zachwytem w oczach, na smartfonie, tablecie czy w telewizji, występujące na scenie dziecko, które prezentuje swoje niezwykłe zdolności, uśmiecham się i zgodnie kiwam głową - tak, rzeczywiście ładnie się prezentuje (o ile tak jest).
Dzieci na scenie wyglądają uroczo. Rozczulają, publiczność wybacza im wszystkie potknięcia i z wielkim entuzjazmem przyjmuje to, co dają mali artyści.
Występy dzieci w telewizji mnie nie zachwycają.
Nie chodzi o to, że mi się nie podobają. Zwyczajnie nie są dla mnie zaskakujące.
Pomyślałabyś, że dziecko może tak śpiewać?
Nooo... tak.
A, że stoi tak samo na scenie i się nie boi?
Eeee... tak.
Że też dziecko ma motywację, żeby tak długo się przygotowywać do występu!
... tak...
Ja po prostu już to widziałam. Dzieci występujące, przygotowujące się, zaangażowane, dzieci z tremą i dzieci z nagrodą za występ, dzieci z talentem, dzieci zaskakujące, dzieci wywołujące uśmiech. Widziałam, przeżywałam i wiem, że są, dlatego tak - pomyślałabym, że dzieci mają talenty. I, że występują same na scenie.
Gdzie i kiedy widziałaś te wszystkie dzieci?!
Od wielu lat. Właściwie cały czas.
W HARCERSTWIE.
Poza posiadaniem talentów dzieci mają też inne magiczne właściwości. Umieją słuchać i mówić.
W pewnym programie rozrywkowym zadaje się dzieciom trudne pytania na które mają odpowiedzieć - tak jak jest ich zdaniem. Padło pytanie "A skąd się biorą dzieci?". Jakież było zdziwienie, jakie poruszenie i owacje! Jakie emocje i szaleństwo, kiedy dziewczynka w odpowiedzi użyła słowa "seks".
No błagam...
Dzieci rozumieją i umieją rozmawiać. Polecam spróbować.
środa, 18 listopada 2015
Niech moc będzie...
"Moc jest kobietą" to hasło stowarzyszenia Doula w Polsce.
Zawsze się zastanawiam:
moc - power
za to
force - siła...
więc jak???
Niech będzie, dzisiaj tematem wpisu jest SIŁA.
(Udało mi się was złapać na skojarzenie z Gwiezdnymi Wojnami? ...Jest! )
Posiadam stopień Harcerki Orlej, zdarza mi się być opiekunem prób wędrowniczych*.
Ostatnio rozpisywałam próbę na ten stopień z podopieczną. Wśród wielu rozważań zaczęłyśmy się zastanawiać nad tym jakie znaczenie może mieć taka próba w kształtowaniu kobiecości.
Trochę dla zabawy, trochę dla ćwiczenia ale też dla inspiracji własnej przerzucałyśmy się pomysłami - jakie hasła pasują do odpowiednich etapów rozwoju wędrowniczego.
Podzielę się z wami tym co zapamiętałam i co przychodzi mi do głowy teraz.
Potraktujcie to jako krok poza schemat, zmianę punktu widzenia i myślenia - pomyślcie, opiekunowie dziewczęcych prób wędrowniczych, może wcale nie jest to głupia zabawa?
Siła ciała
Piękno kobiecego ciała. Dbanie o siebie. Ładna sylwetka, Ubiór z klasą. Malowanie paznokci. Pamiętaj o fryzjerze. Naucz się malować. Wiem, co jem. Jak być fit? Kobiecość to być damą. Metamorfoza. Szukam swojego stylu. Dbam o zdrowie, kontroluję je w sposób profesjonalny. Pozwalam ciału odpocząć. Jakie kosmetyki dla mnie? Skąd i jakie ubrania.
Siła rozumu
Znam swoje atuty. Wiem czego chcę. Działam po tym jak pomyślę. Jestem taktowna i słucham. Staram się zrozumieć swoją naturę. Wiem jakie procesy zachodzą we mnie i co oznaczają. Panuję nad sobą, swoimi sprawami. Wyznaczam cele. Dążę do nich. Jestem rozsądna w kontaktach z ludźmi. Dojrzałe podejście do mężczyzn. Pogłębiam wiedzę o sprawach kobiecych. Ufam wiedzy a nie mitom i plotkom. Wiem skąd czerpać wiedzę. Kobiecość od strony naukowej.
Siła ducha
Równowaga i wyciszenie. Miłość i przyjaźń. Rozumiem i umiem wyrażać swoje emocje tak jak chcę. Emocje negatywne motywują do działania. Szukam swojej misji. Czerpię siłę z kobiecości. Wyjaśniam sprawy, nie ulegam pogłoskom. Dążę do równowagi. Rozumienie siebie, postrzeganie siebie, zadowolenie z siebie. Duchowość i wiara umacniają kobietę. Takt towarzyski. Rozważania: związek z facetem, bycie córką, bycie siostrą.
Przychodzi wam do głowy więcej? Piszcie o tym i mówcie!
Jest piosenka, że brzydkie dziewczyny idą do harcerstwa.
Jest prawda, że nie ma brzydkich dziewczyn.
Jest moja opinia, że w harcerkach trzeba kształtować kobiety - z klasą, pewne siebie i swojego stylu, swojej kobiecości, świadome swoich atutów i rozsądne, zrównoważone.
Możemy to robić w harcerstwie (głównie własnym przykładem, Druhny instruktorki!).
A więc niech Moc... A może Siła? będzie z wami, dziewczyny!
* W harcerstwie nawet dorośli zdobywają stopnie - to trochę jak level w grach komputerowych. Na poziomie wędrowniczym (16+), żeby mieć levelup, trzeba zaleźć kogoś kto już ma dany stopień i poprosić o opiekę nad próbą, pomoc w wyznaczeniu indywidualnych zadań i czuwanie nad motywacją i realizacją próby.
piątek, 6 listopada 2015
Pójdzie na kurs to się nauczy.
Zbieram się do wyznania, które nie każdemu się spodoba i nie jest łatwo.
Lubię, kiedy każdy jest zadowolony i zazwyczaj staram się dążyć do takiego stanu, niezależnie od sytuacji, więc wyrażanie zdania, które nie każdemu się spodoba jest wyzwaniem i mam nadzieję, że jak każde wyzwanie - zakończy się satysfakcją, mam nadzieję, że moją.
Przypomnę tylko, że moje wpisy to osobiste przemyślenia i opinie, nie oficjalne stanowiska czegośtam i kogośtam
Uważam, że są krótkie. Dają złudne poczucie bycia kompetentnym i gotowym do zadań, do których kurs ma przygotować. W jakimś stopniu zwalniają z obowiązku codziennej pracy nad kształtowaniem siebie. Są jak usprawiedliwienie, jak podrobiony dokument. Zdejmują z przełożonego odpowiedzialność za rozwój podopiecznego, który ma iść na kurs. Wypaczają metody.
Myślę jednak, że kursy są bardzo potrzebne (zwłaszcza w harcerstwie).
Gwarantują spójność działania w dużej organizacji. Pomagają rozwijać pewność siebie. Dają umiejętności, wiedzę i znajomości. Dają uprawnienia. Są elementem życiowego doświadczenia. Pozostawiają coś bardzo ważnego - wspomnienia. Generują emocje. Motywują do działania, wymagają działania. Pomagają określić samego siebie. Uczą jak żyć z innymi ludźmi. Jak być skutecznym. Skłaniają do refleksji.
Ukończyłam milion kursów i chętnie zrobiłabym jeszcze drugi milion. Zorganizowałam trochę i chętnie zorganizuję więcej.
Za każdym razem, kiedy przygotowuję się do kursu myślę sobie, że będzie strasznie, zmarnuję sporo czasu, będzie to samo, wszystko już wiem, bo przeczytałam/słyszałam/robiłam. Nie chcę, naprawdę za każdym razem mam tak, że nie chcę iść na ten kurs!
Za każdym razem myślę sobie, że miałam rację. A jednocześnie, że nie miałam, bo uczę się. Przeżywam. Działam. Poznaję ludzi. Jak wracam z kursu to jestem zadowolona, że jednak poszłam. Chociaż było tak jak przewidywałam ale nie do końca, dobrze, że poszłam.
Kształcenie jest ważne. Wielki ukłon w stronę tych, którzy kształceniem się zajmują. To duża odpowiedzialność i świetna robota.
ALE
Błagam, pamiętajcie, że codzienność jest ważna. Każda rozmowa, każda sytuacja, każdy moment, kiedy jako wychowawca, instruktor, mam kontakt z podopiecznym. Nie wystarczy, że nauczę go na kursie. Bo ja uczę go cały czas. W sytuacjach organizacyjnych mam genialną okazję, by kształtować postawę. Wyzwań nie trzeba wymyślać na kurs, na zajęcia. One są w codzienności, w każdym działaniu. Tematów nie wystarczy poruszyć na kursie. Należy pozostawać otwartym, a to co mówimy ma być spójne z tym co robimy. Co robimy i mówimy na kursie, codziennie i od święta.
Jesteś liderem zespołu? Drużyny, kadry, rady..?
Nie wystarczy, że poślesz ich na kurs. Wasza codzienność pokazuje im jacy mają być. To, co i jak robisz TY pokazuje im co i jak robić. Będą tacy jak TY, niezależnie od ilości i jakości kursów jakie odbyli i odbędą. Kurs ich wzmocni, upewni, uprawni, skłoni do refleksji. Nad tym co robisz TY.
Chcesz przygotować się do funkcji? W drużynie, kadrze, radzie..?
Zadbaj o siebie. Idź na kurs. I czerp wiedzę, umiejętności i podpatruj postawy od osób, które są dla ciebie autorytetem. Idź na kurs. Pracuj nad sobą codziennie. I idź na ten kurs, bo przełożony nie wskoczy w twoje ciało i nie zaprowadzi (całe szczęście, że się tak nie da!), musisz się ruszyć sam. Warto.
Chociaż nie lubię kursów. I tak idź.
Lubię, kiedy każdy jest zadowolony i zazwyczaj staram się dążyć do takiego stanu, niezależnie od sytuacji, więc wyrażanie zdania, które nie każdemu się spodoba jest wyzwaniem i mam nadzieję, że jak każde wyzwanie - zakończy się satysfakcją, mam nadzieję, że moją.
Przypomnę tylko, że moje wpisy to osobiste przemyślenia i opinie, nie oficjalne stanowiska czegośtam i kogośtam
Nie lubię kursów.
Uważam, że są krótkie. Dają złudne poczucie bycia kompetentnym i gotowym do zadań, do których kurs ma przygotować. W jakimś stopniu zwalniają z obowiązku codziennej pracy nad kształtowaniem siebie. Są jak usprawiedliwienie, jak podrobiony dokument. Zdejmują z przełożonego odpowiedzialność za rozwój podopiecznego, który ma iść na kurs. Wypaczają metody.
Myślę jednak, że kursy są bardzo potrzebne (zwłaszcza w harcerstwie).
Gwarantują spójność działania w dużej organizacji. Pomagają rozwijać pewność siebie. Dają umiejętności, wiedzę i znajomości. Dają uprawnienia. Są elementem życiowego doświadczenia. Pozostawiają coś bardzo ważnego - wspomnienia. Generują emocje. Motywują do działania, wymagają działania. Pomagają określić samego siebie. Uczą jak żyć z innymi ludźmi. Jak być skutecznym. Skłaniają do refleksji.
Ukończyłam milion kursów i chętnie zrobiłabym jeszcze drugi milion. Zorganizowałam trochę i chętnie zorganizuję więcej.
Za każdym razem, kiedy przygotowuję się do kursu myślę sobie, że będzie strasznie, zmarnuję sporo czasu, będzie to samo, wszystko już wiem, bo przeczytałam/słyszałam/robiłam. Nie chcę, naprawdę za każdym razem mam tak, że nie chcę iść na ten kurs!
Za każdym razem myślę sobie, że miałam rację. A jednocześnie, że nie miałam, bo uczę się. Przeżywam. Działam. Poznaję ludzi. Jak wracam z kursu to jestem zadowolona, że jednak poszłam. Chociaż było tak jak przewidywałam ale nie do końca, dobrze, że poszłam.
Kształcenie jest ważne. Wielki ukłon w stronę tych, którzy kształceniem się zajmują. To duża odpowiedzialność i świetna robota.
ALE
Błagam, pamiętajcie, że codzienność jest ważna. Każda rozmowa, każda sytuacja, każdy moment, kiedy jako wychowawca, instruktor, mam kontakt z podopiecznym. Nie wystarczy, że nauczę go na kursie. Bo ja uczę go cały czas. W sytuacjach organizacyjnych mam genialną okazję, by kształtować postawę. Wyzwań nie trzeba wymyślać na kurs, na zajęcia. One są w codzienności, w każdym działaniu. Tematów nie wystarczy poruszyć na kursie. Należy pozostawać otwartym, a to co mówimy ma być spójne z tym co robimy. Co robimy i mówimy na kursie, codziennie i od święta.
Jesteś liderem zespołu? Drużyny, kadry, rady..?
Nie wystarczy, że poślesz ich na kurs. Wasza codzienność pokazuje im jacy mają być. To, co i jak robisz TY pokazuje im co i jak robić. Będą tacy jak TY, niezależnie od ilości i jakości kursów jakie odbyli i odbędą. Kurs ich wzmocni, upewni, uprawni, skłoni do refleksji. Nad tym co robisz TY.
Chcesz przygotować się do funkcji? W drużynie, kadrze, radzie..?
Zadbaj o siebie. Idź na kurs. I czerp wiedzę, umiejętności i podpatruj postawy od osób, które są dla ciebie autorytetem. Idź na kurs. Pracuj nad sobą codziennie. I idź na ten kurs, bo przełożony nie wskoczy w twoje ciało i nie zaprowadzi (całe szczęście, że się tak nie da!), musisz się ruszyć sam. Warto.
Chociaż nie lubię kursów. I tak idź.
poniedziałek, 19 października 2015
WRÓG!
Początek września.
- Cześć, mogę zapisać siostrę do drużyny?
- Tak, oczywiście. Niedługo w szkole będziemy organizować nabór, podamy informację o pierwszej zbiórce, odbędzie się również zebranie dla rodziców i...
- A, dobra! Bo ja jestem z męskiej ZHR w naszej szkole. A najbliższe dziewczyny od nas są na (nie pamiętam, ale daleko) i to za daleko, żeby jeździła, to pomyślałem, że pójdzie do was.
- Aaa... Cześć! Prześlij mi swój adres mailowy to wyślę info o zbiórce, fajnie, że dzwonisz, żeby zapisać siostrę do nas!
- Bo przecież chodzi nam o to samo, u nas czy u was...
- No pewnie! Fajnie.
Działamy w jednej szkole z męską drużyną z innej organizacji harcerskiej. Umowa jest taka, że oni robią nabory wśród chłopców a my wśród dziewcząt. Ustalamy terminy zbiórek, żeby na siebie nie nachodziły i właściwie niewiele więcej rozmawiamy, nie wpadliśmy jeszcze na pomysł współpracy ale też nie ma konfliktów. Jesteśmy jak różne gatunki roślinożerców, które żywią się różnymi kwiatkami, nie wchodzimy sobie w drogę.
Może kiedyś, jako dziecko myślałam o innych organizacjach harcerskich z niepokojem, "oni", "tamci". Rok byłam w jednej organizacji, później wstąpiłam do ZHP (bo był lepszy dojazd) i zostałam, dziwiąc się czemu inne dziewczynki nie lubią mojej poprzedniej organizacji.
Ale dziś nie przyszłoby mi do głowy nazwanie innej organizacji harcerskiej "wrogiem", co za absurd..!!!
Ale dziś nie przyszłoby mi do głowy nazwanie innej organizacji harcerskiej "wrogiem", co za absurd..!!!
Przecież chodzi nam o to samo!
piątek, 9 października 2015
Dzięki.
Uwaga, uwaga...
Oto post, który jeszcze na obozie zapowiadałam, post w którym chcę pięknie podziękować wszystkim obozowym Ciociom i Wujkom oraz Babci Danusi. To Wy wywołaliście uśmiechy na naszych twarzach, nosiliście Wojtka, kiedy miał gorszy humor, pomagaliście mu się wyspać, zabierając go na spacer a ja mogłam w tym czasie posprzątać szamazyn (magazyn szamy)... :)
To dzięki Wam obóz był kolorowy, pozwalaliście nam na chwilę odpoczynku i wytchnienia, dawaliście czas na kąpiel w jeziorze i pranie. Opowiadaliście chłopcom o lesie, opowiadaliście im bajki, graliście na gitarach i śpiewaliście piosenki.
Dzięki Wujkom i Ciociom, których nie mam na zdjęciach, Klaudii, która wie już za co! Bartkowi, który budził nas rano telefonem ze sklepu (dzięki czemu byliśmy na śniadaniach...), harcerkom z mojej drużyny, które zdobywały sprawność starszej siostry i były gotowe w każdej chwili wziąć Wojtka na spacer, Wujkowi Jędrkowi, harcerzom z 368, którzy w czasie rajdu zostali w obozie, Piotrkowi i Maurycemu, którzy pomagali w pracach pionierkowych i całemu obozowi nad jez. Lubikowskim!
I dziękuję Ani i Hani, moim przybocznym, które nie wątpiły, że damy radę (albo nie dawały po sobie poznać), które dały radę nie tylko na obozie ale też przez cały rok z ciężarną drużynową i drużynową świeżą-mamą.
Są też tacy, którzy pomagali i pomagają zawsze, nieharcersko, bez których nasza wyprawa by się nie udała, ale tym nie muszę dziękować a blogu :)
I jeszcze jedna, ważna sprawa.
Zgodnie z obietnicą muszę Wam powiedzieć o wyjątkowym chłopaku, którego ciekawość i uprzejmość nie zna granic. Kacper, piszę o Tobie na naszym blogu!
Oto post, który jeszcze na obozie zapowiadałam, post w którym chcę pięknie podziękować wszystkim obozowym Ciociom i Wujkom oraz Babci Danusi. To Wy wywołaliście uśmiechy na naszych twarzach, nosiliście Wojtka, kiedy miał gorszy humor, pomagaliście mu się wyspać, zabierając go na spacer a ja mogłam w tym czasie posprzątać szamazyn (magazyn szamy)... :)
To dzięki Wam obóz był kolorowy, pozwalaliście nam na chwilę odpoczynku i wytchnienia, dawaliście czas na kąpiel w jeziorze i pranie. Opowiadaliście chłopcom o lesie, opowiadaliście im bajki, graliście na gitarach i śpiewaliście piosenki.
Dzięki dla Cioci Uli! Za to, że mówiłaś jak jest.
Dzięki Maria i Staszek! Że byliście :)
Dzięki Wujek Błasiak! Że mama mogła zjeść śniadanie...
Dzięki Ciociu Diano! Za spacery, noszenie, zuchy i uśmiechy.
Dzięki Babciu Danusiu! Za zabawy z Wojtkiem i Stachem, bajki i śmiechy i za pyszne obiady!
Dzięki Wujku Maćku! Za pokonanie złego wodnego potwora i poświęcenie jakim wykazałeś się w tej walce!!!
Dzięki Ciociu Dorotko, Jacku i Romku (i Wujku Konradzie, który jako jedyny wiedział jak rozstawić kojec turystyczny...)
Dzięki Ciociu Ewo, za "potrzymaj chwilę Wojtka" i granie nam na gitarze!
Dzięki Ciociu Aniu i Wujku Budyniu za odwiedziny.
Dzięki Wujku Chmielu! Za pomaganie nam już długo przed obozem. Między innymi Twoje wsparcie pomogło nam wpaść na szalony pomysł obozu w lesie z dziećmi, dzięki, że zaopiekowałeś się moją drużyną i kadrą.
I dziękuję Ani i Hani, moim przybocznym, które nie wątpiły, że damy radę (albo nie dawały po sobie poznać), które dały radę nie tylko na obozie ale też przez cały rok z ciężarną drużynową i drużynową świeżą-mamą.
Są też tacy, którzy pomagali i pomagają zawsze, nieharcersko, bez których nasza wyprawa by się nie udała, ale tym nie muszę dziękować a blogu :)
I jeszcze jedna, ważna sprawa.
Zgodnie z obietnicą muszę Wam powiedzieć o wyjątkowym chłopaku, którego ciekawość i uprzejmość nie zna granic. Kacper, piszę o Tobie na naszym blogu!
czwartek, 1 października 2015
Mama bliskości
Jestem członkiem paru internetowych grup związanych z rodzicielstwem, głównie rodzicielstwem bliskości.
Nie jestem ekspertem ani nawet nie staram się jakoś mocno zagłębiać w temat, trochę czytałam, działam instynktownie, więcej rozmawiam i rozważam niż sprawdzam w zaleceniach i instrukcjach.
Moja Mama jest super i bardzo ją kocham, jest moim sposobem i radą.
Nie jestem ekspertem ani nawet nie staram się jakoś mocno zagłębiać w temat, trochę czytałam, działam instynktownie, więcej rozmawiam i rozważam niż sprawdzam w zaleceniach i instrukcjach.
Często pojawiają się posty w stylu "jestem chora, jak mam się zająć dzieckiem skoro nie mam siły" albo "nie zdążam wszystkiego zrobić bo cośtam, czy jest jakiś sposób?" albo "czy słyszałyście o kimś, kto mi doradzi" albo "skąd mam wiedzieć czy robię dobrze/nie za dużo/nie za mało/blablabal".
Myślę sobie, że to strasznie słabe, że zazwyczaj w domu rodzic z dzieckiem jest sam. Nawet nie chodzi o liczbę mieszkańców w lokalu, raczej o brak fizycznego wsparcia.
Ja mam rozwiązanie na brak sił w opiece nad dzieckiem, odpowiedź na wątpliwości. Znam ten magiczny sposób, który zawsze działa.
Myślę sobie, że to strasznie słabe, że zazwyczaj w domu rodzic z dzieckiem jest sam. Nawet nie chodzi o liczbę mieszkańców w lokalu, raczej o brak fizycznego wsparcia.
Ja mam rozwiązanie na brak sił w opiece nad dzieckiem, odpowiedź na wątpliwości. Znam ten magiczny sposób, który zawsze działa.
Moja Mama.
Mówcie co chcecie, o tym, że babcie mają stare poglądy, przestarzałe pomysły, nie wiedzą, nie znają się, inne czasy, inne możliwości.
Myślę, że być rodzicem bliskości łatwiej, jeśli jest się dzieckiem bliskości, a dorosłe dziecko może świadomie dążyć do bliskości ze swoją mamą. Rozmawiać o poglądach, pomysłach i wątpliwościach. Okazywać tolerancję, wyrozumiałość, wdzięczność. Każdy wie jak ważna jest więź mama - dziecko. Pamiętaj, że jesteś dzieckiem i potrzebujesz więzi, a twoje dziecko tylko zyska, jeśli pozwolisz na budowanie więzi bliskości z babcią i każdym innym członkiem rodziny, tak mi się przynajmniej wydaje, choć nie wiem czy to mądry i modny pogląd, wpisujący się w jakiś nurt, który jest na czasie.
Myślę, że być rodzicem bliskości łatwiej, jeśli jest się dzieckiem bliskości, a dorosłe dziecko może świadomie dążyć do bliskości ze swoją mamą. Rozmawiać o poglądach, pomysłach i wątpliwościach. Okazywać tolerancję, wyrozumiałość, wdzięczność. Każdy wie jak ważna jest więź mama - dziecko. Pamiętaj, że jesteś dzieckiem i potrzebujesz więzi, a twoje dziecko tylko zyska, jeśli pozwolisz na budowanie więzi bliskości z babcią i każdym innym członkiem rodziny, tak mi się przynajmniej wydaje, choć nie wiem czy to mądry i modny pogląd, wpisujący się w jakiś nurt, który jest na czasie.
Moja Mama jest super i bardzo ją kocham, jest moim sposobem i radą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







